2007 wiking-connect

wypierdalamy na biegun

prawdziwe kłamstwa

Prawdziwe kłamstwa True lies. To był taki film kiedyś z Arnoldem. Aha… na początku tego roku koleś był poświecić nam wyspę. Haha. Trudno o lepszego BOSSa na początek… niż terminator i Conan De Barbarian w jednym, no nie. Nie mówiąc już o filmie Last Action Hero (czyli bohater ostatniej akcji) – o małym chłopcu co wygrał złoty bilet i przeszedł przez ekran filmu i… nie wiem w sumie to spałem na tym filmie. Ktoś tam go gonił, ktoś inny jeszcze chciał go zajebać – w każdym razie wszystko dobrze się skończyło. Tak więc, sam terminator święcił nam glebę na tym biegunie. Wiadro z ciepłą wodą czeka. Pierwsze cegły lodowe prawie postawione. Nikt się nie umie i nie lubi bawić z małymi dzieciakami. Kłamca, kłamca, kłamca. Ściemniacz. Oszukiwacz. Wpyte jednak, ze twoje kłamstwa przechodzą, a moje nie. Co? Twoje oszustwa wchodzą a moje nie. Co? Ty nigdy nie kłamiesz? Nie masz po co? Zawsze żyjesz prawdę i mówisz prawdę tak? A słyszałaś o bajeczkach? I o tym kto je pisał? I dla kogo. Ja wiem, że one wszystkie są prawdziwe i tak dalej. Ale ani trochę kłamstwa nie zostało użytych podczas ich produkcji? Ani trochę kłamstwa? Ani! Żebyś wiedział. Kiedy już będziesz wiedział, dowiesz się że nigdy, nigdy, nigdy, ani jedno, ani jedno, ani jedno – kłamstwo nigdy nie istniało. Nigdy przenigdy nie istniało. Co kurwa? Co ty pierdolisz. Tak! Niestety! Wszystko jest prawdą. Wszystko jest prawdą! Wszystko jest prawdą? Jak to? Nie rozumiem. Ha. Wszystko jest prawdą! Nawet największe kłamstwo też jest prawdą. Wszystko co zostało powiedziane jest prawdą. Dlatego my już wiem, że nie możesz – i zwyczajnie nie jesteś w stanie nikogo oszukać. Nigdy nikogo nie jesteś w stanie oszukać, ponieważ wszystko, wszystko, wszystko jest prawdą, prawdą, prawdą. Ha. Oto cały trik. Co? Nie wierzę ci. Nie wieżę ci w nic. Ha! Widzisz, ty możesz wierzyć, albo nie – a ja wiem że to i tak nie ma sensu, ponieważ wszystko, wszystko, wszystko jest prawdą. I zawsze było. Zawsze było, zawsze było, zawsze było. Rozumiesz? Nie. No ja wiem, że nie rozumiesz. Dlaczego? I co może jeszcze nawet chciałbyś wiedzieć dlaczego co? Kim ty jesteś? Kim ja dla ciebie jestem? O czym ja myślę? Co ja piszę? Czy lubisz to co ja piszę? Czy lubisz moją wyobraźnie? Czy też nie lubisz? Czy lubisz moje ego? To jak cały czas mówię tylko ja, ja, ja, ja, ja. Moje, moje, moje, moje, moje. Ego, ego, ego, ego, ego. Czy kochasz mnie takiego jakim jestem? Czy może patrzysz na mnie z góry, szydzisz ze mnie i zastanawiasz się… jak długo on będzie jeszcze popierdolony. Co? Co? Co? Inne kasty co? Inne światy – no nie. Za dużo ten koleś kombinuje na piśmie, zamiast żyć. Żyć, żyć, żyć. Biegać w kółko, biegać w kółko i biegać w kółko. Dlatego jadę na północ, północ, północ i niech mnie tam chuj strzeli, strzeli, strzeli. Z niedźwiedziem polarnym zagram w karty z Eskimosem upoluje zółwia. Wiesz… że najpiękniejsze opowiadania powstały w domowym zaciszu. O kosmosie też. Ktoś wpierdalał dużo pączków i szukał w swoim wnętrzu. I krzyczał: nic nie jest prawdą, dlatego twórz niszcz baw się. Rób to co ja. Ale czemu kurwa na biegunie a nie na osiedlu? Idź ty kurwa chuju z tym swoim osiedlem. Ty nomadzie pierdolony. Trzeba ruszać. Cygan pakuje węzełek, nigdy nie wraca powrotem i cały czas idzie do przodu. Idzie do przodu. Gdybyś się urodził na biegunie – widzę cię pod palmami! Arab powinien skończyć na twoim osiedlu, albo na biegunie. Ciebie widzę tak i tak na biegunie. A ty co mi powiesz? Że co kurwa? Że nie bo opat… Że się przyzwyczaiłeś? Że nie chcesz opuścić swojego psa. Że coś tam. Wiem czego się można bać, bo tego samego bałem się ja. No nie. Ale przestałem. Niszczyłem wszystko, aż zostałem sam. I tak nie zostałem sam – ale trzeb zniszczyć wszystko. Żeby się naprawdę uwolnić. Żeby zostać sam, trzeba po prostu zostać sam. Po co zapytasz? Ano po to, żeby móc kiedyś odbyć swoją najdalszą podróż. Całe moje (nasze) życie jest wielkim przygotowaniem do tej podróży. A ty mi o czym mówisz? O przywiązaniu. Do kogo? Do czego? Dlaczego? Właśnie! Oto jest najważniejsze na świecie pytanie. Dlaczego? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? I po co? Wierzysz? Czy się tylko śmiejesz? Jedno jest pewne, możesz robić co tylko chcesz. Nic jednak nie zmieni tego faktu, że a) po pierwsze są różni ludzie (różne dusze) w różnych częściach ziemi – po drugie zawsze byli ludzie którzy nie mają nic, albo tacy co wszystko stracili. No nie. Sam wybierasz czy chcesz się przywiązywać do danej scenerii, czy też może chcesz ją minąć i… cośtam. Jedni wolą swoich przyjaciół inni wolą wieloryby i foki no nie. I samotność. Samotność, która tak naprawdę przyda im się dopiero wtedy kiedy umrą. Nie będą musieli reinkarnować znowu gdzieś w okolicy, tylko będą oni mogli sobie wypierdolić w kosmos. Ale zawsze dobrze jest się skolegować z timem który i tak ostro popierdala poza systemem. No nie. Nawet jeśli sprawia on wrażenie – chodzących w kółko mrówek w tumie no nie. No tak i tu ci muszę przyznać rację drogi Watsonie. Ale i tak nigdy tego nie zrozumiem. Kiedy jestem sam, albo cóż. Prawie sam – jestem sam dla siebie. Jestem sam sobie. Jestem sam dla siebie. Jestem sam sobie. Nic mnie nie wyznacza nic mnie nie określa, nic mnie nie ogranicza. W twojej perspektywy tracę czas, z mojej perspektywy boję się ciebie i jeszcze cię nie znam… jeszcze cię nie rozumiem. Tego nie rozumiem. Dlatego chodzę bokiem i ukrywam się. Ukrywam się. Zawsze będę samotnym wilkiem. Bo boję się wszelkiej twojej prawdy. Bo ona jest prawdziwa. Bo boję się wszelkich twoich kłamstw, bo one też są prawdziwe. Bo boję się twojego głodu i tego, że on powoduje cię tak silną istotą, że wymiękam. W teorii jestem mistrzem. W rzeczywistości po prostu wymiękam. Dlatego jadę na biegun. Niech mróz mnie utwardzi. Niech lód mnie zahartuje. Wtedy może kiedyś przyjdzie taki czas, że moja moc zwiększy się na tyle, że pogadamy jak równy z równym, a teraz… a teraz… a teraz… pozwól mi w spokoju pić Nestea i jeść gumisie. Świat jest mój. W mojej bańce nie chcę nic zmieniać. Na wszystko przyjdzie czas. Wszystko to pierdolenie. I tak wszyscy umrzemy. Nie mam ochoty dzisiaj na seks. Dzisiaj chce siedzieć sam. Jutro też chcę siedzieć sam. Jestem Zosia samosia. Jak nie chcę z kimś gadać, to obracam się na drugi bok i zasypiam. Jak przybiega eskadra lotników – dzikich zwierząt, to zwyczajnie się odwracam na drugi bok i zasypiam. Olewam czasem wszystko. Ale z drugiej trony czasem. Nie. Tym bardziej tu jestem im bardziej żyję. Tym bardziej żyję im jestem bardziej słaby i obciążony. Im bardziej jestem obciążony tym bardziej jestem słaby i tym bardziej żyję. Im bardziej żyję tym mniej jestem martywm – duchem – po stronie życia. Tak więc odwracając piramidę. Martym jestem gdy piszę i składam litery. Żywym jestem gdy nic nie planuje, nic nie myślę i nic nie wiem. Do zobaczenia kiedyś tam. Do zobaczenia jutro. Do zobaczenia. Do zobaczenia kiedyś tam, do zobaczenia jutro, być może do zobaczenia nigdy. Do zobaczenia kurwa. Do zobaczenia. Do zobaczenia pedale – do zobaczenia. I ja wiem o czym mówię i ty wiesz, że ja wiem. A takie teksty sobie piszę bo jest mi smutno na tej planecie i samotnie. Ale chuj ci w dupę. Chuj, chuj, chuj, chuj, chuj, chuj ci w dupę. Pokaż mi jeszcze więcej swojego entuzjazmu ty cipo. Albo zabij entuzjazm. Kiedyś widziałem kolesia który szedł po ulicy w koszulce – “Kill Entuzjazm”. Po wiem ci jedno. Nie masz innego wyjścia, tylko patrzeć się na dzieła takich ludzi jak ja. Nie masz innego wyjścia. To ja tu piszę, a ty tu tylko wchodzisz. Ukłoń się więc, podziękuj. I zapytaj czy możesz wejść do mojej świątyni. Następnie ściągaj majtki i wypinaj tyłek. Hehe. Ty będziesz moją żoną, a ja będę twoim mężem. I będziemy robić dzieci. Dzieci które za jakiś czas, będą miały tak samo przepierdolone jak ja mam teraz. Tak przepierdolone, że muszę jechać na biegun polować na białe misie, żeby to wszystko miało jakieś ręce i nogi. Żeby to wszystko jakoś trzymało się kupy. Szydzisz ze mnie? Znasz lepsze sposoby? Fuck Ju i twoje sposoby też. Też, też, też. Najlepszy sposób zna Eskimos. Na bosaka po śniegu. Sposób na co? Na co? Na co? Na jajco! Na jajco! Na jajco! Na co? Na jajco! Na co? Na jajco! Na co? Na jajce! Ej, ale na naprawdę zawsze chciałem być rybakiem na biegunie. To jest wiesz. W sumie to ja nie mam wyjścia za bardzo. Jak już tu jestem to chcę być rybakiem na biegunie. Rybakiem, rybakiem na biegunie. Jeździć moto kutrem z jakimiś kolesiami i łowić sardynki. Jebane sardyniątka kurwa. Jestem skazany na tych kolesi, na ten kuter i na ciebie. Ale kokodżambo i uśmiechem i do przodu. Zamarznąć w bryle lodu. Haha. Haha. Ha ha ha. Wyruszamy już za dni dwa!

Żadnych komentarzy. »

Twój komentarz

HTML-Tags:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>