2007 wiking-connect
wypierdalamy na biegunskala popierdolenia morświna
Skala popierdolenia Czy istnieje coś takiego jak skala wesołości? Albo skala popierdolenia? Konkurs na to kto jest najbardziej popierdolonym kolesiem? Jak to zmierzyć? Kto wygrywa? Kto przegrywa? W konkursie którego nie da się w żaden sposób zmierzyć… w żaden sposób. No bo w jaki. Haha spoko już wiem. Na konkursie czarodziejów. Tak a gdzie jest szkoła czarodziejów? Na bigunie. Aha. To dlatego namawiam sam samego siebie, zeby zwalać na biegun i to czym prędzej. No nie. Czuję taką moc. Czuję taka siłę… że chyba z 30 aniołów mnie ciągnie za wszystkie członki normalnie. Wio na północ. Wio na północ. Wio na północ. W krainę misia. W krainę misia. ZA POKŁAD KURWA! Dzwony bić zaczynają, tratwa odpływa od brzegu. Ruska łódź podwodna wypłynęła właśnie z portu. WIo. Nie wiem cóż więcej powiedzieć, żeby nie zwariować niepotrzebnie zanim nie przyjdzie co do czego.
Hehe. “Now you get what you want – do you want more?” – Jak śpiewa mi właśnie Bob Marley. No nie. Chuj mu w dupę
Jedziemy tą kolejką. Ciekawe czy Bob Marley dotarł do krainy Eskimosów. Szejk buduje pałac Co jest potrzebne oprócz piasku i gwoździ którymi ten pisek będą poddani przybijać. Kto to są poddani? To ludzi którym się kurwa tak nudzi jak chuj normalnie. Służą oni Panu swojemu dla samej zasady służenia. BO o to właśnie chodzi. Jeśli jeszcze tego nie rozumiesz to nie znaczy nic więcej, niż to, że po prostu jeszcze tego nie rozumiesz. Ja dopierdo teraz zaczynam to pojmwać. Że służy się dla samego faktu. Nie ważne jest kto jest kapitanem – ważne że płyniemy no nie. No i nie ważne gdzie płniemy. Ważne że płyniemy. Bo “droga jest celem”. Tak? Ponoć. Ponoć tak mówią. Rodzi się nowy okręt i co? I nic. Kolejna łudeczka na morzu. Płynie poprzez fale poprzez swoją wyobraźnie, po przez wszystkie wizje swoje, poprzez wszystkie swoje pomysły. Czasem łódeczka zamienia się w łódź podwodną. W morzu są różne ryby. I nie ma że ta jest lepsza a inna jest gorsza. W morzu są po prostu różne ryby. No i “zawsze jest większa ryba”. Niektóre ryby służą do myślenia, i do wizjonowania, inne ryby służą do ruchania – jeszcze inne ryby służą do walenia browarów i nie przejmowania. Się. Generalnie wszyscy w tym stawie maja wszystko w dupie. No i zawsze znadzie się jakaś inna fajna osoba do tego żeby po prostu posiedzieć obok. Tak to jest juz rybami. – Co tam? – Nic. – A to spoko. – Okey. – No to co robimy? – Nic. Siedzimy dalej. Okey. Hehe. Raz na czas tylko… COOO? Raz na czas Raz na czas pojawia się taki zawodnik co generalnie miesza wszystkim w głowie. Zawodnik których mocno dmucha i wyznacza przyszłości nowy wiatr. Za którym ślepo podążają inne liście. No nie. Bo ogólny wiatr jest tylko wypadkową koncepcji Bogów, no nie. A kim oni są ci “bogowie”. To MY! Ja i ty! Wypadkowa jest sumą wszystkich “wizji wewnętrznych”. Świat idzie w tą stroną w którą większość chce żeby świat poszedł. No nie. To jak puszczanie latawca na wietrze i mocne skupianie się nad tym, żeby latawiec poszedł własnie w jedną TĄ akurwat, a nie inną stronę. To wszystko jest bardzo skomplikowane. NIkt tego nie skuma. Oto puszka pandory. Mało tego nie istnieje, zaden sposób, żeby sie o tym nauczyć, dowiedzieć tego i to ogólnie rzecz biorąc skumać. To jest jak miłość – którą czujesz – no nie. I nikt nie jest ci w stanie wytłumaczyć co to znaczy miłość. Sam to musisz czuć. Miłość to enegia, to właśnie twój własny prywatny poziom szaleństwa, którego ni chuja nikaja nie da się zmierzyć i ogarnąć. Po prostu jeseteś zakochany. Miłość Świat obfituje w coraz większą ilość “zajebiście wszystko kochających ludzi”. Dobry prąd bije z północy. Coraz bliżej święta. Zawsze właśnie stamtąd wiało najlepiej. Dlatego właśnie tam jedziemy. Opuszczamy to śedlisko zboczonych węży. I innych chorych na umyśle czubów. (Tak madzia? Tak kuba!) Wczoraj jak słuchałem, co ci koledzy madzi mówią o mnie i o tym że jadę sprzedać Magdę do burdelu – to normalnie się załamałem. Utwierdziłem się jedynie w przekonaniu żeby jak najszybciej spierdalać stąd na północ – bo tutaj Warany atakują normalnie. I nie ma chuja!
Brrr… nic tylko patologia i telewizja. Ale spoko. Jeszcze będzie dobrze. Terapia szokowa jest najlepsza. Jeszcze wszyscy będą się kochać i tryskać miłością. I nikt na tym pojebanym osiedlu nie będzie darł mordy wieczorową porą. Jeszcze kultura do nas dotrze. Tak? Mam nadzije! Bo innego wyjścia nie ma! Może dzięki takiemu blogowi… Ten blog ma na celu namówić was żebyście wyjechali na biegun północny. No zadnej pracy do anglii, na żaden arbajten, na żadne studia. Ten blog ma za zadanie namówić was do tego, żebyście zwrócili swoje utrudzone umysły ku “pustce” ku “wewnętrznemu zeru – zerowi” – ku orzeszkom ziemnym i ku czekoladzie tudzież kako z cukrem. Ktoś tam ćpa heroinę i co? I chuj mu w dupę za to! Pakuj więc plecaczek i wypierdalaj na północ baranie! Zostaw tylko mamie liśik – mamo wracam kiedyś – wszystko będzie dobrze. Grałeś w grę STALKER? No to jesteś STALKER i musisz się z tym pogodzić
Hehe. Czad, no nie! Uzbrojony w miłość wejdź do tego lodowego lasu. Lasu Szwajcarskiego. Lasu z którego lodowe sople zwisające z choinek niosą miłość. Kochaj wszystkie bobry i nie kop tego morświna. Wiem że wkurwia i fajnie leci pociągnięty z buta – ale morświn, to morświn. Trzeba kochać wszystki morświny! Tak! I oto podsumowanie tego arcy-dzieła!
1 komentarz »
Twój komentarz
HTML-Tags:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Morświny! Sprawdziłem w końcu co to są te morświny, bo do tej pory używałem terminu morświn – zubełnie na ślepo. A okazało się, że to są całkiem miłe DELIFINY. A ja myślałem, że to jakieś gówno coś ala myszo skoczek, albo pół szczura pół pizdy pół jeszcze chuj wi czego – nie wiadomo – no nie?
No to kinder czekolada